wtorek, 11 maja 2010

Pulpeciki się spalą



Pulpeciki w sosiku pomidorowym to ulubione danie mojego małża. Mikołaj postanowił dać mamie dziś nieco więcej wytchnienia, toteż postanowiłam popełnić to danie dla żywiciela naszej rodziny i co? Kochanie moje co wtorek grywa w piłkę i jest w domku o 20. Obecnie jest 19:59, obiadek gotowy do wystawienia a większy z moich mężczyzn nie odbiera telefonu i ani widu ani słychu. Mam nadzieję, że powstrzymam się od zrobienia ze swojej osoby wdowy. RRRR!!!!!! Zamiast wykorzystać godzinę spokoju dla siebie i zrobić danie z torebki sterczałam jak ten ciołek nad garami..... Mam nadzieję, że na linię tramwajową, którą miał wracać spadł meteoryt, porwali go kosmici, albo trafił 6 w lotto i chce mi zrobić niespodziankę - innych wytłumaczeń nie przyjmuję do wiadomości!

środa, 5 maja 2010

Stresulce



Wygląda to tak:

W nocy sen z powiek spędza mi mistyczna Nagła Śmierć Łóżeczkowa. Co to w ogóle jest, jak się przed tym bronić? Siadam przed monitorem, czytam i blednę ze strachu.... Jeszcze tylko 3 miesiące i największe zagrożenie minie. Dowiaduję się o tym, że nikt nie wie co to powoduje, choć niektórzy twierdzą, że to powikłania po szczepieniach. Za tydzień mamy 2 wizytę na kucie maluszka, ręce mi się trzęsą na samą myśl, że Ci "niektórzy" mogą mieć rację...

W ciągu dnia stresuję się czy oby mój maluszek nie śpi za dużo / za mało? Nie je za mało? Ech.....
Do tego jeszcze dochodzi spacerek z matką kynofobiczką (paniczny lęk przed psami). Jak tu kurde wyjść na spacer jak na każdym skrawku zieleni jakaś bestia bez smyczy? Wychodzę bo dzidzia musi być na powietrzu, ale kilka razy skończyłoby się to tragicznie. Ostatnio wychodzę, idę sobie chodniczkiem, patrzę, że kilkanaście metrów przede mną wychodzi na deptak baba z Rottweilerem bez smyczy oczywiście i zaczynają iść w moim kierunku. Robię szybki obrót na pięcie i ruszam prawie biegiem, byle dalej od nich. Niestety przede mną to samo (duży pies, rasa nieznana) biega wolno i do tego dziamie nieziemsko. Zatrzymałam się a z obu stron oprawcy się do mnie zbliżają. Z jednej strony mam bardzo stromy spadek do lasu, z drugiej rzekę. Jak ja byłam bliska do skoczenia w wodę! Nie wiem co mam robić, kręci mi się w głowie mam wrażenie, że zaraz zemdleję. W końcu decyduję się zjechać po stromiźnie. Prawie się rozbiliśmy, ale na szczęście się udało. Ruszamy szybkim tempem (na ile jest to możliwe spacerówką) w las. Udało się, minęli nas. Wracamy na wał spacerkiem kiedy dobiega mnie szczekanie za plecami. Znowu bieg, próba wdrapania się pod górę (po uprzednim rozejrzeniu się czy inna bestia się nie zbliża z przodu). Dobiegamy do połowy górki, ale nie daję rady, zsuwamy się kilka metrów. 3 głębokie wdechy i kolejna próba. Wprowadzenie spacerówki pod stromą, piaszczystą górkę, czując na sobie oddech psa to większy wysiłek niż poród. Udaje się, włosy mam mokre od potu. Na dzisiaj wystarczy spacerku, ruszam pędem do domu... Ledwo żyję. Dlaczego spacer dla mnie to musi być taka mordęga?! Absolutnie nie mam ochoty wychodzić z dzieckiem na dwór. Czy nie można by otworzyć chodź skrawka, kilku metrów, gdzie będzie zakaz wprowadzania psów? Dreptałabym sobie tam w koło i już! Może choć jeden taki park? Jestem w stanie dojeżdżać nawet 50km do parku na spacer, gdzie będę miała pewność, że nie spotkam psa! To chore, Ci bezmyślni właściciele. Ech... Sama myśl o spacerze napawa mnie paraliżującym strachem.

środa, 28 kwietnia 2010

Wstępniak



W przeciągu ostatniego roku moje życie wywróciło się do góry nogami.

Luty jesteśmy z M. równo rok. M. pochodzi ze stolicy i mieszka w rodzinnym domu, ja przyjechałam na studia i wynajmuję pokoik. Spotykamy się prawie codziennie, często u siebie nocujemy. Nagle okazuje się, że z moim pokoikiem koniec, mam miesiąc na wyprowadzkę. Zaczynam szukać nowego lokum, M. jeździ ze mną. Drogo jak cholera, albo kiedy cena znośna kompletne rudery. Jestem załamana, że nic nie znajdę i będę musiała wrócić do rodziców. M. proponuje, żebyśmy zamieszkali razem i poszukali mieszkania. Mam mieszane uczucia, nic nie odpowiadam, ale nadal szukam pokoju. Został mi tydzień do wyprowadzki. Postanawiam spróbować poszukać mieszkania. Już 2 dni później znajdujemy, piękne, nowe 2 pokojowe mieszkanie w przystępnej cenie. Decydujemy się.

Maj, pachniała saska kępa :P Wracam sobie kiedyś z pracy w a naszym mieszkanku wszędzie porozkładane różyczki, na stole pachnący obiad i szampan (taki prawdziwy, nie ruskie wino musujące) a po środku tego wszystkiego klęczy mój M. z najpiękniejszym pierścionkiem jaki widziałam. Marzyłam o tej chwili.... Cóż mogłabym odpowiedzieć jak nie "tak"? To co wtedy czułam to bezgraniczne szczęście :) Zjedliśmy obiadek i pognaliśmy z szampanem do sypialni. Tam do rana snuliśmy plany na przyszłość. Wybraliśmy datę 11 czerwiec 2011 (11 to nasza ulubiona liczba). .. W przeciągu miesiąca powiadomiliśmy rodzinę, wybraliśmy i zarezerwowaliśmy salę weselną. Miałam ogromny zapał do planowania wielkiego dnia.

Czerwiec końcówka miesiąca. Powinnam mieć miesiączkę, ale spóźnia się już tydzień. Robimy teścik - na ulotce napisane odczekać 3 minuty, a mnie już po 3 sekundach pojawia się czerwona kreseczka. Czekamy zalecany czas, kreseczka nie znika. Robimy teścik nr 2 to samo. Umawiam się do ginekologa w tygodniu. Pani gin nie ma wątpliwości - jesteśmy w ciąży. Co czuję? Przede wszystkim strach. Jak to się mogło stać? Kiedy? (Według późniejszych badań 2 tygodnie po naszych zaręczynach). Co z moimi studiami, miałam zacząć właśnie 5 rok? Co z naszym ślubem? Jak powiemy rodzinie?

Lipiec było łatwiej niż się spodziewaliśmy. Zanim kogokolwiek poinformowaliśmy umówiliśmy się z właścicielem sali weselnej. Postanowiliśmy, że chyba lepiej będzie przyśpieszyć nasz ślub. Właściciel był bardzo pomocny i wyrozumiały. Wprawdzie w tym roku nie było już wolnych terminów (nawet do połowy przyszłego) ale w jeden weekend września od czwartku do soboty w zajeździe który wybraliśmy miała odbywać się jakaś konferencja. Po konsultacji z właścicielem firmy (nie wiem co Pan z zajazdu mu naopowiadał :)) okazało się, że wyniosą się w piątek wieczorem, a najpóźniej sobotę rano. Dostaliśmy szansę w sobotę 26 września. Nie wahaliśmy się i zmieniliśmy datę w umowie. Byliśmy już spokojniejsi - coś nad nami czuwa. Rodzice również pełni obaw, ale szczęśliwi. Chyba docenili fakt przełożenia przez nas daty i to, że wszystko załatwiliśmy samodzielnie. Zostały nam 2 miesiące na przygotowania. Reszta lipca i sierpnia upływała nam na załatwianiu spraw, szyciu sukienki itp. Fasolka rozwijała się zdrowo.

Wrzesień troszkę się obawiam. Miałam zamiar planowa nasz ślub 2 lata, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Boję się, że będzie wielka klapa. Tłumaczę jednak sobie, że to przecież ślub a nie wesele jest najważniejsze. Moje obawy okazały się niesłuszne. wszystko wyszło naprawdę cudownie zarówno moim zdaniem (a należę do krytycznych osób) jak i gości.

Październik wyjeżdżamy w podróż poślubną. Jestem beztroska i szczęśliwa :) Po powrocie okazuje się, że z powodu ciąży zostałam zwolniona z pracy (miałam niby umowę zlecenie, ale pracowałam jak na etacie). Nic nie mogę zrobić. Kolejny kłopot. Z pensji męża nie wyżyjemy. Pieniądze z wesela mieliśmy zamiar oszczędzić, ale w takim wypadku musimy je przejeść. Trudno, nic nie odłożymy. Całe szczęście mamy co przejeść, mogło być przecież gorzej. W obecnym stanie postanawiam się tym nie denerwować. Fasolka jest zdrowa, mama w ciązy czuje się świetnie, chociaż dostaje kręćka od bycia gospodynią domową. Na uczelni wszyscy wyrozumiali. Termin mam gdzieś na ferie zimowe, kontynuuję naukę :) Dowiadujemy się, że będziemy mieli synka.

Luty w piątek napisałam ostatni egzamin, do terminu zostały 3 tygodnie. Sobota o 4 walczy Adamek. Mąż czekał na tą walkę od kilku tygodni. Nie kładziemy się spać. Rozmawiamy, oglądamy filmy. Dogadzamy sobie jedzonkiem. Adamek wygrywa :) Idziemy do łózka. Mąż od razu zasypia, ja leżę, brzuch mnie zaczyna pobolewać. Czasem tak bywa, próbuję zasnąć, jednak boli coraz bardziej. Godzina 6 budzę męża bo ból staje się nie do wytrzymania. Jedziemy do szpitala sprawdzić czy z Fasolkiem wszystko ok. Robią mi ktg i badania. Wychodzę do męża na korytarz (śpi na krzesłach): "Rodzimy, 3 cm rozwarcia". W niedzielę o 12:05 nasz synek jest już na świecie. Jest zdrowy i śliczny dajemy mu na imię Mikołaj. Nie byliśmy przygotowani na poród (3 tyg przed terminem) więc synek nie ma kocyka. Leży owinięty w mój ręcznik. Biedne maleństwo. Jednak już po południ, kiedy przyjechały babcie i dziadkowie zostało dokupione wszystko co niezbędne. Padamy z mężem 2 doby bez snu. 11 lutego 2 lata temu zaczęliśmy ze sobą być, dokładnie rok później zamieszkaliśmy razem, a równo tego dnia mój już mąż odbierał mnie i naszego syna ze szpitala. To dla nas potrójnie wyjątkowa data. Mamy swoją 11-stkę.

Kwiecień rok później jakoś dajemy radę. Powinnam pisać pracę mgr (tak naprawdę powinnam mieć ją już napisaną). Postanawiam jednak zacząć pisać bloga. Siedzę w domku z naszym synkiem. Jest cudownym i grzecznym dzieckiem. Zastanawiam się nad ostatnim rokiem. Mieliśmy mnóstwo szczęścia. Coś nad nami czuwa tam w niebie. Jesteśmy szczęśliwą 3 osobową rodzinką i planujemy, co będziemy robić 11 czerwca 2011 - na pewno coś specjalnego :)

wtorek, 27 kwietnia 2010

Instrukcja użytkowania czyli o mnie



Wskazówki dotyczące bezpieczeństwa i właściwego użytkowania


-Instrukcję obsługi należy zachować w celu możliwości skorzystania z niej również później
-Przed rozpoczęciem użytkowania sprawdź poziom baterii za pomocą komendy "Kochanie jak się dzisiaj czujesz?". Urządzenie sygnalizuje gotowość do użycia słowami "Świetnie" Uwaga!!! Używanie urządzenia w wypadku nie w pełni naładowanych baterii może skutkować wybuchem!
-Urządzenie zbudowane jest w oparciu o najwyższe technologie, dlatego czyszczenie oraz ładowanie akumulatorów odbywa się automatycznie w czasie kiedy nie jest użytkowane, jednak producent zaleca kompleksową regenerację nie rzadziej niż raz do roku w autoryzowanym salonie spa.

Charakterystyka

Urządzenie, zwane dalej żoną jest wieloczynnościowym urządzeniem przeznaczonym do użytku w gospodarstwie domowym. Umożliwia wykonywanie takich czynności jak:
-szeroko pojęta opieka nad potomstwem w tym obdarzanie bezgraniczną miłością, karmienie, przewijanie, zabawa, spacery, wizyty u lekarza oraz 24 godzinny nadzór
-dbanie o gniazdo: sprzątanie, zmywanie, pranie, gotowanie
-umilanie czasu posiadaczowi zarówno w sypialni jak i poza nią

Przed pierwszym użyciem

Producent nie udziela gwarancji dlatego ważne jest aby przed ostateczną decyzją sprawdzić:
-Czy urządzenie zostało dobrze spersonalizowane. Ponieważ każda z żon jest inna, dostosowywana bezpośrednio do potrzeb nabywcy.
-Urządzenie aby pracowało dobrze musi być szczęśliwe. Nieodpowiednie dobranie posiadacza i żony może skutkować zupełnym rozstrojeniem urządzenie, które jest w stanie nie wykonywać swoich funkcji, bądź nawet pozostawić posiadacza samego sobie. Końecznym jest zatem sprawdzenie, czy wybraliśmy dobry model.
-Nie które z oferowanych urządzeń mogą charakteryzować się pewnymi dysfunkcjami (np. nie gotować). Za owe braki producent nie ponosi odpowiedzialności, dlatego zalecanym jest przetestowanie wszystkich funkcji przed ostatecznym zakupem. Prosimy o rozważne decyzje, po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględniamy.
-Należy wziąć pod uwagę, iż urządzenie będzie się zmieniać z biegiem lat.
-Jeden użytkownik może posiadać TYLKO JEDNO urządzenie. Jedna żona nie może być również użytkowana przez więcej niż jednego właściciela.


Życzymy miłego użytkowania.